WordPress w świecie AI, czy to ma sens?

0
135
Rate this post

Czasem mam wrażenie, że w sieci co tydzień pojawia się nowe hasło: „strony generowane przez sztuczną inteligencję w minutę”, „koniec klasycznych stron internetowych”, „przyszłość to tylko rozmowa z botem”. No i naturalnie pojawia się pytanie: skoro sztuczna inteligencja pisze teksty, projektuje układy i generuje grafiki, to po co komu jeszcze WordPress?

Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje się prosta: po co bawić się w cały „stary” system, skoro jakiś kreator obiecuje, że zrobi stronę sam, po jednym opisie firmy. Ale kiedy się nad tym dłużej zastanowić, sprawa wcale nie jest taka oczywista.

Jak sztuczna inteligencja namieszała w tworzeniu stron

Jeszcze kilka lat temu rozmowa wyglądała tak: „robimy stronę na WordPressie czy na czymś własnym?”. Dziś coraz częściej brzmi: „serio jest sens stawiać WordPressa, skoro mam narzędzie, które zrobi stronę za mnie?”.

Sztuczna inteligencja wchodzi w świat, który już wcześniej był w miarę wygodny. Były kreatory „przeciągnij i upuść”, były gotowe motywy, były szablony tekstów. Ale AI dokręciła to do maksimum.

Po pierwsze, przestał istnieć problem „nie mam treści”. Wpisujesz kilka zdań o firmie i po chwili masz opisy usług, sekcję „o nas”, pytania i odpowiedzi, a nawet pierwszy wpis na bloga. Jakość bywa różna, ale to już nie jest pusty ekran.

Po drugie, prototyp strony można mieć naprawdę w kilkanaście minut. Jeden opis, kilka podpowiedzi i nagle masz gotowy układ: nagłówek, sekcje, przyciski, grafiki. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem taki kreator w akcji, pomyślałem: „okej, to faktycznie jest wygodne, WordPress przy tym wygląda na ciężarówkę obok elektrycznej hulajnogi”.

Po trzecie, właściciel firmy dostaje wrażenie, że nie potrzebuje nikogo więcej. „Skoro narzędzie pyta mnie, czym się zajmuję, a potem robi stronę, to po co mi WordPress, po co mi agencja?”. I to wrażenie jest bardzo kuszące, szczególnie przy małych, prostych stronach.

Brzmi jak wyrok na WordPressa. A jednak – nie do końca.

Strona to coś więcej niż ładny szablon z tekstem

Kiedy rozmawia się z ludźmi, którzy prowadzą firmy kilka lat, widać różnicę między „zrobić stronę” a „żyć z tą stroną na co dzień”. W teorii jedno i drugie to „posiadanie strony internetowej”. W praktyce to dwie zupełnie różne sprawy.

Jedna strona to wizytówka zrobiona raz i zapomniana. Druga to miejsce, gdzie:

– regularnie dochodzą nowe treści,
– trzeba coś zmienić w ofercie,
– dochodzą integracje: płatności, zapisy na newsletter, system rezerwacji,
– wpadają komentarze, zapytania, formularze.

Sztuczna inteligencja świetnie nadaje się do tworzenia zasobów: tekstów, opisów, pomysłów. Ale ktoś musi zarządzać tym, gdzie te zasoby żyją, jak są ułożone, co z czym się łączy, co jest aktualne, a co już dawno nie.

I tu wchodzi WordPress – już nie jako „generator stron”, tylko jako system, który utrzymuje wszystko w całości. Trochę tak, jak arkusz kalkulacyjny trzyma wszystkie liczby i formuły, nawet jeśli część z nich powstała przy pomocy „mądrzejszego” narzędzia.

Dlaczego niektórzy mają dość WordPressa

Żeby nie udawać, że wszystko jest pięknie, warto powiedzieć wprost, skąd bierze się zmęczenie WordPressem.

Po pierwsze, dla prostych stron WordPress bywa przesadą. Jeśli ktoś chce tylko jedną stronę z godzinami otwarcia i numerem telefonu, naprawdę nie musi stawiać całego systemu z bazą danych, panelami, wtyczkami. Tu kreator w chmurze wystarczy.

Po drugie, WordPress wymaga opieki. Trzeba aktualizować rdzeń, motyw, wtyczki. Trzeba dbać o bezpieczeństwo. Jeśli nikt się tym nie zajmuje, po roku witryna zaczyna przypominać mieszkanie, w którym nikt nie sprzątał. Działa, ale wchodzisz i czujesz chaos.

Po trzecie, pojawiło się mnóstwo obietnic typu „zrobimy za ciebie wszystko: hosting, stronę, treści, aktualizacje, tylko płać abonament”. I to naprawdę jest wygodne. Problem zaczyna się wtedy, kiedy chcesz:

– coś przenieść,
– rozwinąć projekt poza to, co przewidział kreator,
– wyjść z danego rozwiązania i zabrać swoje dane.

Gdy mocno wejdziesz w zamkniętą platformę, nagle okazuje się, że dużo trudniej z niej wyjść, niż do niej wejść. A WordPress – ze wszystkimi swoimi wadami – przynajmniej daje ci tę możliwość.

Jak może wyglądać WordPress w świecie sztucznej inteligencji

Żeby to uporządkować, zacząłem patrzeć na WordPressa nie jak na konkurenta narzędzi AI, ale jak na coś, co może z nimi współpracować. I wtedy obraz zmienia się dość mocno.

Po pierwsze, WordPress może być stabilnym fundamentem, a sztuczna inteligencja tylko sposobem pracy z nim. Zamiast samodzielnie wymyślać sekcje i przepisywać teksty, możesz:

– poprosić model o ułożenie struktury strony,
– wygenerować pierwszą wersję treści,
– przerabiać kolejne fragmenty już w gotowym edytorze blokowym.

Efekt i tak ląduje w WordPressie: w blokach, w artykułach, w kategoriach. System jest tą spokojną warstwą, a AI to turbo-dopalacz, który pomaga w codziennej pracy.

Po drugie, WordPress świetnie nadaje się do integracji. W świecie, gdzie treści powstają błyskawicznie, rośnie znaczenie tego, co nie jest tak łatwo „kopiowalne”: procesów, danych klientów, płatności, stref użytkownika. Strona przestaje być plakatem, a staje się centrum różnych usług. I tu elastyczny system jest bardziej wartościowy niż najładniejszy kreator.

Po trzecie, WordPress może stać się takim „systemem operacyjnym” dla marki. Twoje artykuły, odpowiedzi na pytania, opisy produktów, regulaminy, polityki – wszystko to siedzi w jednym miejscu. Sztuczna inteligencja może z tego korzystać: generować odpowiedzi na pytania klientów, podsumowania, propozycje ofert, ale bazą nadal jest twoja własna strona.

Można wyobrazić sobie scenariusz, w którym użytkownik pyta bota o coś związanego z twoją firmą, a ten nie wymyśla „z głowy”, tylko korzysta z treści zapisanych właśnie w WordPressie.

Kiedy WordPress naprawdę ma sens

Spotkałem się kiedyś z taką sytuacją: znajomy, który prowadzi małą firmę usługową, najpierw skusił się na szybki kreator „strona w 5 minut”. Działało to super przez pierwszy rok. Potem chciał dodać blog, później prosty system umawiania wizyt, potem strefę materiałów tylko dla klientów. Każdy kolejny krok okazywał się trudniejszy, bo kreator nie był do tego zbudowany.

W końcu i tak wylądował na WordPress AI, tylko przepłacił dwa razy: raz za wygodę, drugi raz za przenosiny.

Nie chcę przez to powiedzieć, że każdy ma obowiązek zaczynać od WordPressa. Ale jeśli myślisz o swojej stronie w perspektywie kilku lat, chcesz ją rozwijać, budować wokół niej konkretne procesy i mieć nad tym realną kontrolę, to WordPress wciąż jest bardzo rozsądnym wyborem. Zwłaszcza wtedy, gdy traktujesz sztuczną inteligencję nie jako „zastępstwo”, ale jako narzędzie, które pomaga szybciej pisać, projektować i testować.

Z drugiej strony są sytuacje, w których faktycznie WordPress jest za dużym kalibrem. Ktoś, kto po prostu potrzebuje jednej strony z adresem i mapką dojazdu, może spokojnie żyć w kreatorze. Albo ktoś, kto i tak całą działalność ma opartą na platformie zewnętrznej – sklepie, marketplace, serwisie z ogłoszeniami – może traktować stronę jako dodatek.

Przeczytaj także:  Najlepszy dietetyk Warszawa – Zdrowe odżywianie na wyciągnięcie ręki

Kluczowe pytanie brzmi więc nie „czy WordPress przetrwa świat AI?”, tylko: „co ja chcę mieć pod kontrolą za dwa, trzy, pięć lat?”.

Odpowiedź nie jest czarno-biała

Najłatwiej byłoby napisać, że WordPress „na pewno wygra” albo „na pewno przegra”. Tyle że rzeczywistość jest trochę bardziej nudna i tym samym bardziej prawdziwa.

Sztuczna inteligencja zabiera WordPressowi część zadań, które były kiedyś jego głównym atutem: szybkie pisanie prostych tekstów, generowanie układów stron, wymyślanie pierwszych wersji treści. Tu narzędzia „wszystko w jednym” faktycznie robią dobrą robotę.

Ale równocześnie rośnie znaczenie tego, co WordPress umie od dawna:
dawanie wolności, możliwości przeniesienia projektu, dopasowania procesu do siebie, a nie odwrotnie. Można powiedzieć, że im więcej treści będzie powstawało automatycznie, tym ważniejsze stanie się to, gdzie te treści żyją, jak są ułożone i kto nad tym panuje.

W świecie, w którym „sztuczna inteligencja zrobi za ciebie stronę”, sens WordPressa zmienia się z „łatwo postawić” na „łatwo rozwijać i mieć nad tym władzę”.

Jeśli zależy ci tylko na szybkim efekcie tu i teraz, WordPress rzeczywiście może wydawać się zbyt poważnym narzędziem. Ale jeśli chcesz budować własne miejsce w sieci w czasach, gdy algorytmy generują coraz więcej treści za kulisami, to posiadanie takiego stabilnego fundamentu jest bardziej logiczne, niż się wydaje na pierwszy rzut oka.

Na koniec podrzucę ci trzy kierunki, w które możesz pójść dalej:
możesz zastanowić się, jakie elementy swojej przyszłej strony chcesz mieć pod pełną kontrolą; możesz spróbować opisać jedno konkretne zastosowanie sztucznej inteligencji w swoim WordPressie, które realnie oszczędzi ci czas; możesz też zadać sobie pytanie, czy twoja strona ma być jednorazową wizytówką, czy raczej projektorem, który za kilka lat nadal będzie świecił na twoją korzyść.